Przemysł kultury. Amerykańskie kino

Date of publication: 29.09.2011
Średni czas czytania 4 minutes
print

Kino jest poteżną gałęzią przemysłu kultury, niestety nie zawsze stawia na jakość. Jest przemysłem, który coraz częściej odwołuje się do niskich pobódek i stawia tylko na zysk. Czy taka kultura też się liczy?

We współczesnych produkcjach amerykańskiego kina roi się od znanych gwiazd, efektów specjalnych, sensacji i tanich wzruszeń. Przepełniony fajerwerkami obraz przyciąga do kin rzesze widzów i napełnia po brzegi kieszenie twórców.

Dawno minęły czasy gdy wyświetlane były filmy takie jak „Siódma pieczęć”, czy „Tam gdzie rosną poziomki” – obrazy, które nie tylko się oglądało, ale często czytało również ich scenariusze. O epoce powstawania w Ameryce ambitnych dzieł filmowych w  środowisku amerykańskich reżyserów mówi się, że były to czasy przed telewizją, gdy ludzie chodzili do kina i dali się porwać historiom, które rozwijały się powoli i angażowały widza poprzez postaci. Zabierały go w podróż emocjonalną. Współczesne kino reżyser Bailey opisuje jako atakujące doświadczeniami i sensacjami. Co więcej uważa także, że dziś Amerykanie nie produkują już amerykańskich filmów, bo to się po prostu nie opłaca na wspólczesnem rynku tzw przemysłu filmowego. Powstałe w Stanach obrazy określa mianem „globalnych śmieci” – filmów tworzonych z myślą o rynku międzynarodowym. Jako przykłady wymienia „Burleskę” z Cher i „Turystę” z Johnnym Deppem. Oba te filmy były co prawda klapą w Ameryce, ale w innych krajach zarobiły ogromne pieniądze.


Mało tego, Bailey utrzymuje, że chodzenie do kina jest okropnym doświadczeniem. „Ludzie są nieuprzejmi, rozmawiają ze sobą przez telefon zbyt głośno, nieustannie odbierają SMS-y, pozwalają swoim dzieciom biegać po sali w trakcie filmu. I jeszcze ten wszechogarniający zapach kiepskiego fast foodu.” - tłumaczy Bailey.
Los współczesnego amerykańskiego jest nie do pozazdroszczenia. „Jeśli nie możesz robić tego co chcesz i lubisz, masz dwa wyjścia: możesz trwać przy swoim stanowisku albo przyjąć reguły gry, uznać sukces kasowy za jedyny miernik i wziąć się do pracy nad filmem, który uważasz za gówno. Ale jeśli gówno, które wyprodukowałeś, nie odnosi sukcesu kasowego, to dopiero jest porażka!”.


Więcej o sytuacji amerykańskiego kina w artykule: „Ludzkie dramaty to małe pieniądze”, Gazeta Wyborcza nr. 223 24-25 września 2011